piątek, 19 sierpnia 2016

[4] Zimnem głaszczę


            Pansy Parkinson pomyślała, że jej przyjaciel zwariował.
Od kilku minut, siedząc na łóżku Blaise’a, obserwowała jak Draco wydeptywał ścieżkę, chodząc w tę i z powrotem wzdłuż dormitorium. Nie odzywał się, tylko z bardzo skupioną miną stawiał mechanicznie krok za krokiem. Prawa, lewa, prawa, lewa. Przypominał jej w tym momencie robota.
            — Draco, do cholery, usiądź — warknął w końcu Blaise z zirytowaniem. — Pomyślimy razem.
            Chłopak zatrzymał się nagle i spojrzał ze zdziwieniem na kolegę.
            — Kiedy ja już prawie wymyśliłem — odparł spokojnym tonem. — Brakuje mi tylko małego szczegółu.
            — Więc nam opowiedz — odezwała się cicho Pansy. Mimo iż nie popierała tego, co musiał zrobić Draco, czuła lekkie podekscytowanie na myśl o wspólnym planowaniu misji. Gdy chłopak przełamał się i oznajmił jej i Blaise’owi, że będzie potrzebował ich pomocy, po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuła się ważna.
            Malfoy szybkim ruchem chwycił krzesło i ustawił je naprzeciwko łóżka, by zasiąść na nim przodem do oparcia i widzieć twarze przyjaciół.